Słońce, palące w ramiona, plecy, nogi... właściwie wszędzie. Zero powiewu powietrza. Drzewa pochylają głowy w stronę nagrzanej ziemi, jakby poszukiwały odrobiny chłodu, którego nie ma. Wszystko wyschło na wiór. Idąc aleją Armii Ludowej czuć obezwładniającą duchotę i zapach spalin, wydalanych przez pędzące samochody. Nogi ledwo wloką się po chodniku, a twarze mijających ludzi mówią jedno i to samo - wiatru i wody!...